Od trudnej matki po dzikie drapieżniki – różne oblicza instynktu

0
214

Instynkt to coś, co często traktujemy jako coś naturalnego, wręcz oczywistego – reakcja, odruch, wewnętrzny kompas, który pozwala przetrwać i poruszać się po świecie. Mówimy o instynkcie przetrwania, macierzyńskim, społecznym. Ale czy zawsze ten instynkt działa na korzyść? Czy nie zdarza się, że coś, co z założenia powinno nas chronić, staje się źródłem bólu albo zamieszania? Z jednej strony mamy relacje między ludźmi, które również bywają kierowane instynktami – na przykład potrzeba kontroli, dominacji, ochrony lub bliskości. Z drugiej świat zwierząt, w którym instynkt niekiedy prowadzi do zaskakujących, a nawet niebezpiecznych zachowań. Pomiędzy tymi dwoma światami można znaleźć wiele ciekawych podobieństw. Choć różni nas zdolność do refleksji, to pewne reakcje i schematy działania zdają się być zadziwiająco uniwersalne.

Zobacz: Przysmaki dla psów

W tym artykule przyjrzymy się różnym formom instynktu: od ludzkich relacji rodzinnych, przez zachowanie domowych i dzikich zwierząt, aż po granicę między tym, co przewidywalne, a tym, co zaskakuje. Zahaczymy zarówno o temat toksycznej matki dorosłego syna, jak i o nietypowe spotkania: lis i kot, łasica i człowiek. Zapowiada się barwnie.

Gdy miłość boli – toksyczna matka dorosłego syna

Relacja między matką a synem może być jedną z najważniejszych w życiu – głęboka, pełna ciepła i zrozumienia. Ale bywa też trudna, skomplikowana, a czasem wręcz destrukcyjna. Właśnie wtedy mówi się o zjawisku toksyczna matka dorosłego syna. Nie chodzi tu o zwykłe nieporozumienia czy okazjonalne konflikty, chodzi o sytuację, w której matka nie potrafi zaakceptować dorosłości dziecka i wciąż próbuje kontrolować jego życie.

Sprawdź także:  Przyprawa meksykańska

To może przyjmować różne formy. Jedne matki stosują emocjonalne szantaże: „jeśli się wyprowadzisz, umrę z samotności”. Inne nieustannie krytykują partnerki swojego syna, ingerują w jego decyzje zawodowe, wywołują poczucie winy. Niby z troski, niby dla dobra, ale skutki są opłakane. Dorosły mężczyzna, który nigdy nie miał przestrzeni, by stać się niezależny, często nie potrafi zbudować zdrowych relacji, ma niskie poczucie własnej wartości i tkwi w wiecznym rozdarciu pomiędzy „chcę żyć po swojemu” a „nie mogę zawieść matki”.

Z czego to wynika? Instynktownie matka chroni dziecko – to biologiczne, naturalne. Ale gdy ta potrzeba kontroli nie ustępuje z czasem, a matka traktuje dorosłego syna jak przedłużenie siebie, nie jak odrębnego człowieka, instynkt ochrony przeradza się w mechanizm dominacji. I choć intencje bywają różne, efekt jest ten sam, emocjonalne więzienie.

Spotkanie dwóch światów – lis i kot na jednej ścieżce

Przenieśmy się teraz z relacji międzyludzkich do świata zwierząt. Co się dzieje, gdy spotykają się dwa różne drapieżniki – jeden dziki, drugi udomowiony? Pojedynek? Ucieczka? A może zaskakująca obojętność? Temat „lis i kot” pojawia się często w wiejskich opowieściach, na forach przyrodniczych, a nawet w nagraniach z fotopułapek. Jedni donoszą, że lisy polują na koty, inni twierdzą, że te spotkania kończą się pokojowo.

Prawda jak to często bywa leży gdzieś pośrodku. Lisy to wszystkożerne drapieżniki, które w naturalnych warunkach żywią się małymi ssakami, ptakami, owadami, a czasem nawet padliną. Koty zwłaszcza te niewielkie lub młode mogą więc znaleźć się w ich kręgu zainteresowania, zwłaszcza jeśli lis czuje głód. Ale dorosły, silny kot to nie taka łatwa zdobycz. W praktyce lisy często wolą unikać konfrontacji, chyba że mają wyraźną przewagę.

Sprawdź także:  Placuszki bananowo-owsiane

Z drugiej strony, są też przypadki, gdy koty i lisy żyją obok siebie w swoistej tolerancji. Dzielą terytorium, mijają się w nocy, czasem nawet korzystają z tej samej miski, jeśli ktoś dokarmia dzikie zwierzęta. Oczywiście to wyjątki, ale pokazują coś ważnego – instynkt drapieżcy nie musi prowadzić do ataku. Zwierzęta też potrafią kalkulować, wybierać, nie zawsze działają impulsywnie. Co więcej, zachowania instynktowne często podlegają wpływom otoczenia – dostępność pokarmu, przestrzeń, doświadczenie.

Wniosek? Spotkanie kota i lisa nie musi skończyć się dramatem. Ale nie jest też bajką. W naturze wszystko jest kwestią równowagi i potrzeby chwili.

instynkt.jpg

Mała, szybka, drapieżna – czy łasica może zaatakować człowieka?

Łasica nie jest dużym zwierzęciem – ma smukłe ciało, błyskawiczne ruchy i często pozostaje niezauważona. Ale niech nie zwiedzie nikogo jej rozmiar. To jeden z najskuteczniejszych drobnych drapieżników w Europie. Potrafi upolować zwierzę większe od siebie, ma świetny słuch i wzrok, porusza się niemal bezszelestnie. No dobrze, ale czy łasica może zaatakować człowieka?

Na to pytanie odpowiedź jest dość jednoznaczna: może, ale to ekstremalnie rzadkie. Łasice nie interesują się ludźmi. Traktują nas raczej jako zagrożenie, przed którym trzeba się ukryć. Jeśli zostaną przyparte do muru, mogą się bronić, ugryźć, syknąć, skoczyć, ale to reakcja obronna, nie atak. Czasem zdarza się, że łasica wejdzie do kurnika albo piwnicy, a człowiek przypadkiem stanie z nią oko w oko i wtedy, jeśli próbujemy ją złapać, rzeczywiście może nas dziabnąć. Ale umyślne polowanie na człowieka? Nie w naturze łasicy.

Sprawdź także:  Burger z buraka

Warto jednak dodać, że instynkt łowcy w łasicy jest bardzo silny – poluje błyskawicznie, celnie i bez litości. Jest aktywna o różnych porach dnia, działa samotnie i potrafi zapamiętać swoje ścieżki. W tym sensie przypomina trochę precyzyjnego żołnierza. Ale jak każdy dobry drapieżnik, nie atakuje bez powodu. Ma cel, wykonuje go, znika. Tylko tyle albo aż tyle.

Instynkt – przewodnik czy pułapka?

W każdej z opisanych sytuacji instynkt odgrywa ważną rolę ale nie zawsze prowadzi do harmonii. Toksyczna matka dorosłego syna działa w przekonaniu, że chroni, ale przekracza granice. Lis i kot – teoretyczni wrogowie czasem unikają konfrontacji, czasem testują swoje siły. Łasica, która woli zniknąć, niż zaatakować, pokazuje, że nie każde drapieżne zwierzę musi być agresywne.

Instynkt to zatem nie tylko siła, która nami kieruje. To również mechanizm, który można regulować przynajmniej u ludzi. I choć nie da się całkowicie go wyłączyć, warto mieć świadomość, kiedy nas prowadzi w dobrą stronę, a kiedy prosto w ścianę.

U zwierząt instynkt to kwestia przetrwania. U ludzi bywa, że to też kwestia emocji, lęków, przekonań. Możemy uzasadniać nasze działania troską, miłością, odpowiedzialnością – ale gdy nie zostawiamy drugiej osobie przestrzeni do własnych decyzji, przekraczamy granicę, za którą instynkt przestaje służyć życiu, a zaczyna je krępować.